Świadectwa

   Tomek Kapciak


Urodziłem się w tradycyjnej Rzymsko-Katolickiej rodzinie. Od najmłodszych lat słyszałem o Bogu a rodzice zawsze prowadzili mnie do kościoła.

Będąc nastolatkiem spędzałem czas w kościele służąc, jako ministrant, z czego byłem bardzo dumny, że mogę być bliżej Boga i coś dla Niego robić. Dorastając zacząłem zadawać sobie najważniejsze pytania:, kim jestem, po co żyję oraz gdzie jest Bóg i kim On jest. Nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Wiernie uczestnicząc w życiu kościoła dostrzegłem pewien paradoks. Wszyscy mówią o Bogu, ja mówię o Bogu, ale Jego nie ma a to wszystko to fikcja. Nie doświadczam Jego istnienia i Jego obecności w moim życiu - dlaczego? Jeśli już On istnieje to jest bardzo daleko od nas i jest zajęty swoimi sprawami.

Dorastając tak żyłem w strachu przed śmiercią, co będzie, kiedy umrę, skąd wziąć pewność, że będę w niebie po śmierci. Te dwie rzeczy paraliżowały mnie, co pewien czas.

Pewnego dnia, kiedy wróciłem z wędkowania do domu, zastałem nieznajomego, który przyszedł do nas. Pamiętam, że ten niespodziewany gość mówił niespotykane a zarazem proste rzeczy o Jezusie. Mówił o żywym Chrystusie, który istnieje i chce zamieszkać w człowieku i że nie ma Go w obrazach, którymi było obwieszone mieszkanie moich rodziców powiedział, aby moja mama zaprosiła Jezusa.

Moja mama za wyznała swoje grzechy i zaprosiła Jezusa, aby zamieszkał w niej. Podczas obecności gościa, kiedy się pomodlił stała się rzecz cudowna. Moja młodsza siostra, która bardzo chorowała została uzdrowiona i zjadła po raz pierwszy normalny posiłek. Nieznajomy spytał się czy może przyjść za tydzień, a moja mama się zgodziła.

O wyznaczonej godzinie zobaczyliśmy nieznajomego na chodniku niedaleko naszego domu, wtedy moja mama bojąc się awantury zamknęła drzwi a On w tym momencie stanął, odwrócił się i poszedł. Zastanawiałem się:, ale dziwny człowiek, skąd On to wiedział, ale nigdy więcej Go nie widzieliśmy.

Po tych wydarzeniach spotkaliśmy w naszej małej miejscowości ludzi nazywanych przez wszystkich - "kociarzami". Śmiano się z nich i mówiono, że u nich przelewa się krew i lepiej ich unikać. Ja sam czasami śmiałem się z nich. Zostaliśmy zaproszeni na niedzielne nabożeństwo. Kiedy w niedzielę poszliśmy na to "tajemnicze nabożeństwo" do kociarzy, wiedziałem wtedy już jedno - że ci ludzie mają to, czego ja szukałem.

Mają Boga, który jest w nich i pośród nich. Z nich emanowało szczęście, radość i pewność zbawienia. To wszystko, czego ja tak bardzo szukałem na tej ziemi. Nie było tu mowy o jakiejś religijnej grze czy przedstawieniu, dobrze im się przyjrzałem byli tacy sami i przed i po nabożeństwie. Ci wyśmiani przez lokalne społeczeństwo ludzie stali się odpowiedzią na moje pytania, które mnie dręczyły. Zapragnąłem tego samego i zacząłem pytać się ich, w jaki sposób można to uzyskać. Odpowiedz z ich strony była zawsze ta sama: wyznaj swoje grzechy, pokutuj i obierz Jezusa, jako Pana swojego życia. Byłem młody i nie chciałem, aby ktoś poza mną dyktował mi, co mam robić. A grzechy, jakie grzechy przecież nikogo nie zabiłem, nie jestem taki zły. W takiej świadomości upłynęło mi kilka lat.

Wiedziałem, co mam zrobić, wewnątrz siebie słyszałem cichy głos - oddaj mi swoje życie. Będąc w szkole Morskiej, nauczycielka z j. angielskiego opowiadała jak spotkała Jezusa, który dał jej nowe życie i zachęcała nas a ja opierałem się tej decyzji. W drugie klasie z moim dobrym kolegą Mariuszem i siostrą Ewą postanowiliśmy, że pojedziemy na obóz chrześcijański w góry, aby przeżyć fajne chwile. Podczas kilku wieczorów misjonarz wzywał młodych ludzi, aby wyznawali swoje grzechy, pokutowali i przyjęli Jezusa. Nastał ostatni wieczór i misjonarz ponowił swój apel i kilku młodych ludzi oddało życie Jezusowi. Cichy głos we mnie mówił - oddaj mi swoje życie, a ja jakoś nie mogłem. Bóg przemówił do mnie przez werset

Rzym 6:23
"Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym"

Społeczność się skończyła i wszyscy poszli na spacer ja zaś postanowiłem, że pójdę do pokoju i zrobię coś ze swoim życiem, bo będzie źle, jeśli tym razem Jego odrzucę. Sam uklęknąłem i zacząłem wołać do Niego. Odczułem, że jestem taki brudny a On czysty i że zasługuję na śmierć. Prosiłem Jezusa, aby wybaczył mi moje grzechy i aby stał się Panem mego życia. I On tam przyszedł. Nigdy tak bardzo nie płakałem, ale też nigdy nie miałem takiej radości. W jednej chwili byłem wolny od ciężaru grzechu i strachu przed śmiercią. Otrzymałem również pewność zbawienia.

To wszystko po 16 latach mam dalej i więcej. Jezus prowadził mnie przez szkołę Morską i rejsy szkoleniowe, na których koledzy śmiali się ze mnie i chcieli wyrzucić mnie za burtę. Szczęśliwie skończyłem też drugą szkołę. Jestem wdzięczny Bogu za nowe życie w Jezusie i Jego prowadzenie. Bóg dał mi wspaniałą żonę na drugim końcu Polski, tu na wschodzie mieszkam i pracuję dla niego. Cieszę się wspaniałym życiem rodzinnym wraz z żoną i dwiema córeczkami. Wielokrotnie i na wiele sposobów Bóg okazywał mi Swoją pomoc i czynił cudowne rzeczy. Przeprowadził mnie przez cudowne lata fali bezrobocia. W nadzwyczajny sposób mówiąc mi przez Ducha Świętego gdzie mam iść po pracę.


<<  powrót do poprzedniej strony

Dom na Skale © 2005 - 2007 | Marketing Online