Mam 29 lat, żonę Anetę i dwójkę kochanych dzieci Szymona i Esterę. Pochodzę z Olsztyna a od 11 lat mieszkam w Chełmie. Mój przyjazd do Chełma związany był z uprawianiem zapasów w stylu klasycznym, by móc rozwijać swój talent sportowy. Zapasom poświęciłem 17 lat swojego życia. Sport izolował mnie od zepsucia moralnego, w którym tkwili moi koledzy i mój rodzony brat. Widząc konsekwencje złego życia moich kolegów, a także staczające się życie mojego starszego brata, widziałem, że czeka mnie skomplikowane życie, jeśli nie postawie sobie konkretnych celów. Wielokrotnie jako młody 15 letni chłopak szukający wrażeń w życiu miałem ciąg notki do zdemoralizowanego towarzystwa i nawet często ulegałem pokusom tego świata.
Pewnego dnia moja siostra została zaproszona na spotkanie chrześcijańskie na którym oddała swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Kiedy wróciła do domu ujrzałem w niej wielka przemianę duchową jak i psychiczną. Po ciężkich bojach w modlitwie i szczerych przekonujących słowach mojej siostry wraz z moim bratem zostaliśmy skruszeni przez Boże Słowo i nasze życie powierzyliśmy Jezusowi. Ta diametralna zmiana mojego życia jak również mojego brata przekonała mnie, że Bóg jest wielki i może zbawić najbardziej zatwardziałe i nieczułe serce.
Mój staż treningowy mijał czwarty rok i postanowiłem, że będę z większym zaangażowaniem przykładał się do treningów, by osiągnąć dobre wyniki sportowe. Czasami za bardzo ambicjonalnie podchodziłem do sportu, lecz Bóg w swoim czasie pokazywał mi co jest ważniejsze dla mojego życia i czego powinienem przede wszystkim szukać. W wieku 18 lat przeszedłem do klubu sportowego w Chełmie, gdzie znajduje się zdecydowanie lepsza baza treningowa pod względem szkoleniowym i technicznym. W Chełmie trafiłem do lokalnego Kościoła Zielonoświątkowego w którym zżyłem się z młodzieżą tutejszej społeczności i poznałem tutaj moja żonę Anetę. Razem z Anetą uczęszczaliśmy przez 7 lat jako wolontariusze do Chełmskiego Domu Dziecka i systematycznie organizowaliśmy różne spotkania dla dzieci i młodzieży z Domu Dziecka. Wielokrotnie widzieliśmy wspaniałe rzeczy jakie Bóg dokonywał wśród tej młodzieży i dzieci z Domu Dziecka. Było to dla nas wielkim Błogosławieństwem i radością móc przykładać rękę do dzieła Bożego.
W sporcie układało mi się coraz lepiej i zacząłem zdobywać wiele medali na Mistrzostwach Polski i zawodach międzynarodowych w różnych kategoriach wiekowych. Zostałem zauważony przez trenera kadry narodowej po czym zostałem członkiem Kadry Narodowej. Wyjazdy i długie obozy nie były łatwe, gdyż to się wiązało z rozłąkami z moją rodziną i osobami wierzącymi. Często musiałem podejmować trudne wybory związane z życiem obozowym w kadrze. Miałem myśli by rzucić sport i zająć się czymś innym, a przede wszystkim by być w domu. Modliłem się i prosiłem Boga o najlepsze rozwiązanie dla swojego życia, gdyż sport był również moja pracą. W 2003r. zacząłem się zastanawiać nad rywalizacją na Igrzyska Olimpijskie w Atenach 2004r. Wówczas trenerzy faworyzowali innych zawodników z naszego kraju. Jednak intensywnie przykładałem się do każdego treningu i po cichu liczyłem na nominacje Olimpijską. Na Pucharze Polski wygrałem rywalizację po których zostałem powołany na kwalifikacje do Serbii i Czarnogóry. Tam jako jedyny wśród utytułowanych Polaków zdobyłem nominację Olimpijską i wszyscy uznali to za wielką niespodziankę. Miałem pół roku na przygotowanie się na Igrzyska, jednak trenerzy chcieli zrobić od razu ze mnie Mistrza Olimpijskiego i do Aten pojechałem wymęczony i schorowany. Nie mogłem liczyć na udany start ,na szczęście łatwo skóry nie sprzedałem, ale musiałem uznać wyższość swoich rywali a przede wszystkim Mistrza Olimpijskiego z Kuby. Po Igrzyskach Olimpijskich zacząłem się intensywnie przygotowywać na kolejne Igrzyska do Pekinu 2008r. Plany pokrzyżowała mi bardzo ciężka kontuzja kręgosłupa odcinka szyjnego przez którą mało brakowało a straciłbym życie.
Na Akademickich Mistrzostwach Świata, gdzie zdobyłem srebrny medal, poleciałem na głowę, w wyniku czego zaczęły się problemy z szyją. Sygnalizowałem swoje bóle lekarzom, ale większość z nich zbagatelizowało mój problem, myślałem, że może plecy niedługo przestaną boleć. Po powrocie z Turcji dostałem powołanie na Mistrzostwa Świata do Budapesztu. Mocno modliłem się by Bóg mnie użył wśród sportowców. Boża łaska sprawiła, że mogłem głosić wielu zapaśnikom i innym sportowcom. Bóg otworzył serca wielu silnym sportowcom i wielokrotnie spotykaliśmy się w pokojach na obozach by modlić się i studiować Boże słowo przed i po treningu. Dziękowałem za to Bogu, że tak niesamowicie działał i zmieniał serca tych ludzi. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to moje ostatnie zgrupowanie w kadrze. Kiedy pojechałem na Mistrzostwa Świata do Budapesztu, w pierwszej walce z Irańczykiem poczułem niedowład lewej ręki. Po walce zgłosiłem to lekarzowi, który skierował mnie na rezonans magnetyczny.
Wyniki rezonansu okazały się przerażające i lekarze stwierdzili, że operacja jest nieodzowna. Dysk kręgowy w odcinku szyjnym po przemieszczeniu się krążków wszedł w rdzeń kręgowy. Groził mi wózek inwalidzki a nawet było zagrożenie mojego życia. Tylko łaska Boża sprawiła, że nie zostałem zniesiony na noszach w walce z Irańczykiem. Kiedy zacząłem leczenie przed operacyjne następstwa urazu były w postaci braku oddechu i strasznych buli. Zostałem przykuty do łóżka i nie mogłem się poruszać. Lekarze w Polsce chcieli mnie operować, ale bali się konsekwencji po tak skomplikowanej operacji, a poza tym NFZ, nie chciał sfinansować operacji która miał kosztować 35tyś. Lekarze w naszym kraju rozłożyli ręce i nie wiedzieli co robić. Ja natomiast leżałem w łóżku patrząc w sufit ,wołałem do Boga o pomoc miałem wtedy bardzo trudny czas, wielu wierzących wspierało mnie w modlitwach prosząc o rozwiązanie mojej sytuacji. Polski Związek Zapaśniczy zobowiązał się pomóc mi finansowo w przeprowadzeniu operacji, ale nie było żadnej korzystnej alternatywy. Bóle kręgosłupa przerodziły się w parzenia na całym ciele .Wielokrotnie budziłem się bez oddechu i myślałem , że to jest już koniec.
Od lekarza z Warszawy usłyszałem, że w Czechach jest znakomity lekarz od kręgosłupa, jednak stwierdził, że jest to nie możliwe by on mógł mnie zoperować. Prosiliśmy Boga o cud. Kiedy na laptopie w internecie pokazano mi twarz tego lekarza, powiedziałem Bogu, że jeśli chce to poprowadzi mnie do niego. Zadzwoniliśmy do przyjaciela, który mieszka w Czechach, by spróbował się dodzwonić do kliniki w Libercu. Kiedy Mateusz zadzwonił, ku jego zdziwieniu odebrał słuchawkę dr Sucho mel, po krótkiej rozmowie zainteresował się moim przypadkiem. Powiedział, że może mnie zoperować, ale na to ma dwa dni, gdyż zaraz musiał wyjechać do Afryki na inna operację. Miałem więc parę dni na przekonanie Polskiego Związku by pomogli mi sfinansować operacje. Lekarze w Polsce stawiali opory twierdząc, że jest to nie możliwe bym tak szybko został zoperowany w Czechach. Jednak Duch Święty wyraźnie pokazał nam, że mamy jechać do Liberca. Kiedy zajechaliśmy pod klinikę prywatnym autem wraz z bratem i przyjaciółmi, ja natomiast leżałem na materacu, lekarze w Libercu zażądali 5tyś.euro zaliczki, my nie mieliśmy nic. Dr Sucho mel kiedy dowiedział się, że leże w samochodzie kazał mnie przyjąć i zrobić prześwietlenie. Stwierdził, że trzeba jak najszybciej operować. Przeprowadził skomplikowaną operację którą powszechnie się wykonuje w Czechach od kilku lat.
Operacja dzięki Bogu udała się pomyślnie i mogę dzisiaj grać z moim synem w piłkę. Doktor przyznał, że to były ostatnie moje podrygi. Dzisiaj odczuwam jeszcze konsekwencje tego urazu, gdyż nerwy się długo regenerują. Doktor stwierdził, że mogę funkcjonować jak każdy zdrowy człowiek, a nawet powrócić do sportu. Wierze i jestem przekonany, że to wszystko sprawiła Boża precyzja, że dzisiaj o własnych siłach i nogach mogę bawić się ze swoimi dziećmi i służyć innym tym co mam. Miałem obawy jak teraz utrzymam moją rodzinę, skoro nie będę mógł już walczyć zawodowo, lecz i o to Pan się zatroszczył dając mi prace.
Jemu niech będzie chwała.